Nasze dziecko w Internecie.

2/04/2015 07:09:00 PM


Odbyłam dziś bardzo ciekawą rozmowę. Rozmawiałam z dwójka znajomych o Mii i blogu. Poruszonych zostało kilka według mnie ważnych kwestii, ale przytoczę poniżej dwie najważniejsze.

1. Dlaczego wrzucasz na bloga i do sieci tak mało zdjęć Mii?

To było pierwsze pytanie, które usłyszałam już na samym początku rozmowy. Rzeczywiście od jakiegoś czasu wrzucam do sieci znacznie mniej zdjęć niż kiedyś. 
Gdy Mia się urodziła, można powiedzieć, spamowałam Instagram i Twittera jej zdjęciami. Co zresztą widać na tytułowej fotce - jest to kompilacja jej zdjęć z Instagrama zrobionych zanim ukończyła pół roku. Gdy Mia była niemowlęciem znacznie łatwiej było zrobić zdjęcie i wrzucić na swój profil. Poza tym posiadanie dziecka było dla mnie czymś nowym, niesamowitym, byłam (i oczywiście nadal jestem) dumna z tego, że mam tak fajną córkę i chciałam się wszystkim dookoła tym pochwalić. Dodatkowo niemowlę nic nie robi poza leżeniem (a później siedzeniem) i uśmiechaniem się. I jak tu nie pochwalić się tym słodkim uśmiechem swoim znajomym? Oczywiście część rodziców przesadza i wrzuca zdjęcia w różnych, często niestosownych do pokazania sytuacjach (podczas kąpieli, zmiany pieluszki czy karmienia piersią). Uważam, że takich zdjęć dziecka nie powinno się publicznie udostępniać. W Internecie nic nie ginie. Nie sądzę, żeby nastoletnie już dziecko było zadowolone z tego, że jego zdjęcie zrobione podczas posiedzenia nocnikowego krąży gdzieś po sieci. Dlatego też wszystkie zdjęcia jakie ja udostępniam są "normalne". Owszem czasami zdarzy się coś śmiesznego, ale jest to jakaś wesoła sytuacja, która w żaden sposób nie ośmiesza mojej córki. Przed wrzuceniem takiej fotki zawsze zastanawiam się, co ja sama bym pomyślała, gdybym to ja była na tym zdjęciu.

2. Dlaczego nie prowadzisz bloga o modzie dziecięcej?

"Przecież Mia jest taka śliczna! Ma takie piękne, długie włoski! Jak słodko by wyglądała w tych kolorowych spineczkach i sukience." - to właśnie usłyszałam.
I co? I Mia rzeczywiście słodko wygląda w sukienkach, ze spinkami, z opaską na włosach. Ale nie uważam, że powinnam się tym chwalić wszystkim dookoła. Nie chcę z córki robić na siłę modelki. Nie chcę jej przebierać specjalnie do zdjęć. Owszem, czasami na moich profilach w portalach społecznościowych pojawia się takie słodkie zdjęcie, ale jego zrobienie i upublicznienie jest bardziej kwestią przypadku niż wyreżyserowanej sesji zdjęciowej.


Mam wrażenie, że większość mam prowadzących blogi dziecio-modowe realizuje swoje niespełnione marzenia. Coś w stylu wyborów "Małej Miss", w których matki przebierają swoje 3-4 letnie córeczki w suknie balowe, robią im makijaż, doklejają sztuczne rzęsy  i dopinają włosy (lub zakładają peruki). Moje dziecko ma być dzieckiem, a nie lalką na pokaz. Dlatego też u mnie takich zdjęć nie znajdziecie.

Bezpieczeństwo w Internecie.

Większość z rodziców pewnie nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, że udostępnianie zdjęć ich dziecka może okazać się niebezpieczne. Tak jak już wcześniej napisałam - w Internecie nic nie ginie. Nawet jeśli my usuniemy fotkę z serwisu, w którym ją udostępniliśmy to pozostanie ona nadal np. w cache wyszukiwarek internetowych. Nawet jeśli udostępnimy ją tylko dla znajomych, może okazać się, że ktoś ze znajomych podał ją dalej lub tak naprawdę była widoczna też dla innych osób (to dotyczy szczególnie Facebooka, który ma dość upośledzone ustawienia prywatności). Musimy być świadomi tego, że zdjęcie, które raz wrzucimy w sieć pozostanie w niej gdzieś już na zawsze i być może w przyszłości znajdzie je nasze dziecko lub jego koleżanki i koledzy. Dlatego też nie wrzucajmy zdjęć, które mogą kiedyś nasze dziecko skompromitować.

Inna kwestia to wykorzystanie naszych zdjęć przez inne osoby. Swego czasu czytałam o przypadku, w którym ktoś założył bloga parentingowego i opisywał na nim codzienne życie i rzekome choroby swojego dziecka wzbudzając tym współczucie innych. Jak się okazało blog był fałszywy, a zdjęcia pochodziły z profili społecznościowych kogoś zupełnie innego. Wariatów na świecie nie brakuje. Nigdy nie wiadomo czy ktoś w podobny sposób nie wykorzysta naszych zdjęć. Niestety jest to ryzyko jakie świadomie powinniśmy podejmować, a nie zdawać się na przypadek wrzucając wszędzie fotki jak leci.

Najbardziej poważnym problemem jest tu jednak pedofilia. Wielu rodziców wrzuca zdjęcia swoich pociech podczas kąpieli, podczas przewijania, w samej pieluszce, a nawet bez pieluszki. Ludzie opanujcie się! I to z dwóch powodów. Po pierwsze takie zdjęcie może być pożywką dla pedofili. A po drugie czy wy sami chcielibyście kiedyś znaleźć w sieci swoje nagie zdjęcia?

Podsumowując, uważam, że publiczne udostępnianie zdjęć własnego dziecka nie jest złe. Lecz tak jak wszystko, trzeba to robić rozważnie i świadomie. Wówczas nie zaszkodzimy tym naszemu dziecku, a wręcz nawet możemy zrobić mu miłą niespodziankę pokazując kiedyś w przyszłości nasz profil np. na Instagramie.

A jakie Wy macie doświadczenia w tej materii? I jakie jest Wasze zdanie na ten temat?

Mogą Ci się spodobać:

0 komentarze